poniedziałek, 3 stycznia 2011

Kontrowersja i prowokacja w reklamie – część trzecia

Pierwszy post w Nowym 2011 Roku! Zaczynam od przerażającego maila reklamowego, jaki firma DRB Centrum Odszkodowań wysłała w Sylwestra mojej koleżance z pracy, za pośrednictwem Interii. Entuzjazmu raczej nie wzbudził, za to skutecznie popsuł poranny nastrój i obrzydził smak kawy. „Shockvertising” nie zawsze się opłaca. Jeżeli już się na niego decydujemy, to warto go robić z głową.

Reklamy wszelkiego rodzaju ubezpieczeń i usług medycznych zachęcają do straszenia odbiorców. Zamiast szukać korzyści dla klienta można przecież pójść na łatwiznę i postraszyć go konsekwencjami niewykupienia polisy. Wypadek, śmierć, kalectwo – nie należą może do najprzyjemniejszych tematów, ale są za to bardzo łatwe do obrazowego przedstawienia. Pytanie brzmi tylko, po co?

Wystarczy rzut oka na materiał reklamowy DRB, by stwierdzić że jednym efektem wywołanym u odbiorcy może być tylko niesmak lub strach. Kto rozsyła tego typu mailingi w Sylwestra, kiedy ludzi myślą o przyjemnościach typu bale, prywatki i imprezy? 

Podejrzewam jakiegoś marketingowca-kamikadze!

Dla mnie ten mailing jest co najwyżej niesmaczny, ale u bardziej wrażliwych osób może wywołać silne uczucie strachu. Jeżeli celem kampanii było wystraszenie odbiorców to muszę przyznać, że DRB na pewno się to udało. Podejrzewam jednak wystąpienie małego efektu ubocznego. DRB mogło też skutecznie odstraszyć klientów! Od korzystania ze swoich usług…

Kolejna część postu o kontrowersyjnych i prowokacyjnych reklamach niebawem! Czytaj część pierwszą i drugą!

2 komentarze:

  1. Ja też otrzymałem taką "reklamę". Jednak zainteresowałem się "tą" firmą głębiej. Nie zgadzam się z autorem postu o niestosowności maila. Większość społeczeństwa, w tym ja także" nie mamy pojęcia tak naprawdę co zrobić po wypadku czy zdarzeniu. O ile zrozumiałem ta firma, która rozsyła owe maile prowadzi kampanię uświadamiającą ludzi co zrobić. Nie znalazłem w reklamie ani słowa o wykupieniu u nich ubezpieczenia. Poza tym chyba żadna firma ubezpieczeniowa nie odważyła by się na prowadzenie takich kampanii uświadamiających swych Klientów. Musieli by wypłacać o wiele więcej pieniędzy na odszkodowania niż teraz gdy naród jest nie uświadomiony, że należy sięwięcej. Ta tak ode mnie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam,

    Dziękuję za komentarz. Do dalszej dyskusji zapraszam na moją nową domenę, gdzie przeniosłem blog „Marketing, książki i życie” – http://jaceklipski.pl

    Z przekazem reklamowym bywa tak, że jedni ludzi odbierają go w określony sposób, a inni odczytują go zupełnie inaczej. Nigdy nie będzie tak, że reklama spodoba się wszystkim. W swoim poście pisałem o odczuciach własnych i kilku innych osób, które dostały tego maila.

    W odniesieniu do Twoich uwag:

    - „niestosowność maila”: nadal uważam, że rozsyłanie takiej drastycznej korespondencji na dzień przed Sylwestrem, kiedy ludzie myślą o zabawie itp., to beznadziejny pomysł, w direct marketingu timing jest kluczową sprawą,

    - „większość społeczeństwa, w tym ja także" nie mamy pojęcia tak naprawdę co zrobić po wypadku czy zdarzeniu. O ile zrozumiałem ta firma, która rozsyła owe maile prowadzi kampanię uświadamiającą ludzi co zrobić”: co do pierwszej części wypowiedzi zgoda, większość ludzi nie zastanawia się co zrobić po wypadku, ponieważ wierzy że nigdy ich to nie spotka i nie chce kusić losu myśleniem o nieszczęściach. To trochę irracjonalne, ale typowe dla ludzi zachowanie.

    Co do kampanii uświadamiającej to z całym szacunkiem, ale „straszenie klientów” w przypadku ubezpieczeń raczej nie przyniesie dobrych efektów. Wspominał o tym chociażby jeden z najwybitniejszych specjalistów od marketingu bezpośredniego Drayton Bird. Polecam lekturę jego książki „Zdrowy rozsądek w marketingu bezpośrednim i interaktywnym”.

    Negatywne emocje w reklamie takie jak strach można wykorzystywać (np. w celu uświadomienia ludziom zagrożeń), ale z umiarem i bez przesady. Reklama DRB Centrum robi to bez taktu i wyczucia, w dosyć prymitywny sposób. Do mnie to nie trafia.

    - „Nie znalazłem w reklamie ani słowa o wykupieniu u nich ubezpieczenia”: stara sztuczka, nie każda reklama namawia wprost do zakupu towaru, tutaj użyto innego innego mechanizmu tj. budowania wizerunku eksperta edukującego klientów. Proszę więc zastanowić się u kogo, jeżeli nie u eksperta, nabywa się określony produkt???

    Pozdrawiam

    Jacek Lipski

    OdpowiedzUsuń